Wystarczyło zamknąć oczy. Jacek zrozumiał, że wystarczyło zamknąć oczy.  Więcej niż trzydzieści lat były szeroko otwarte. Tamtej soboty położył się na plecach i najzwyczajniej je zamknął.

Może to motocykl, a może powodem było niewygodne łóżko. Bolały go plecy. Dynamicznie skręcił tors w lewo i prawo próbując rozgnieść tępy ból podstawy kręgosłupa. Nie pomogło. Nie tym razem. Ucisk pozostał. 

„Skąd ten ból?” – zadał sobie pytanie. Senność z każdym wdechem zalewała umysł. Delikatne łaskotanie szumiało w palcach stóp i dłoni. Wdech i wydech. Popołudniowe światło przebijające się przez powieki pulsowało regularnie. Wdech i wydech. Jacek zasypiał powtarzając jak mantrę jedno pytanie: „skąd ten ból”? Sen roztopił obowiązki soboty i plany na niedzielę, tylko ból pozostał. Ból pleców.

Poczuł, że ten sen był wyjątkowy. Nigdy nie pamiętał swoich snów. Jednak tym razem było inaczej. Wdech i wydech. Pozostało jedynie spokojne falowanie torsu. Nie czuł nic więcej. Rytmicznie hipnotyzował się oddechem. Świadomość zazwyczaj już rozmyta tym razem czuwała.

Złota kula światła pojawiła się przed Jackiem. Ciepło i spokój rozlały się po ciele. W miejscu gdzie wcześniej czuł ból, coś się kruszyło. Czuł jak warstwa po warstwie spięte mięśnie puszczają. Po policzku spłynęła łza.

Pustkowie a na nim dwie osoby. Mały chłopiec i dorosły mężczyzna. Podobni do siebie jak ojciec i syn. Dziesięć i trzydzieści lat. Spoglądali na siebie. Chłopiec zadzierał wzrok i patrzył ojcu prosto w oczy. Ojciec patrząc na chłopca zastanawiał się. Obserwował i myślał. Stali w dystansie od siebie. 

Chłopiec stał z wypiętą piersią zdobywcy świata, jednak w oczach miał strach. Ojciec patrzył na niego i zastanawiał się. Jacek poczuł, że może zmieniać perspektywę. W jednej chwili oczami chłopca patrzył na dorosłego mężczyznę, następnie oczami ojca spoglądał na dziecko.  

Aktorzy zastygli mierząc się spojrzeniami. Jacek zrozumiał, że to nie dziecko i tata. Widział siebie. Dwaj aktorzy byli tą samą osobą w różnym wieku. Mierzyli się wzrokiem na pustkowiu. Dlaczego?

Chłopiec przepełniony strachem bał się go okazać. Dygotał patrząc dorosłej wersji prosto w oczy. Udawał, że się nie boi. Udawał, że jest odważny. 

„Czy przyznać się do strachu?” – zastanawiało się dziecko. „Czy przytulić dziecko udające twardziela?” – zastanawiał się dorosły. Pustkowie i cisza. Bez słów mierzyli się spojrzeniami. Czekali. 

„Skąd ten strach? Dlaczego będąc dzieckiem boje się przyznać do strachu?” – zastanawiał się Jacek. Pustkowie rozmyło się.

Gdzieś na wsi, patrzył na tatę. Tym razem grał rolę pięciolatka. Przed sobą miał ciemny korytarz. Nie wiedział co jest na końcu. Nigdy tam nie był. Tata zawsze zabraniał mu tam chodzić, aczkolwiek dzisiaj było inaczej.  Dzisiaj mógł być zdobywcą. Poznać te odległe krainy końca korytarza. Wrócić i pokazać, że jest odważny i niczego się nie boi. Jednak trzymając się kurczowo dłoni ojca wahał się przed pierwszym krokiem. 

Jacek w roli pięciolatka czuł strach chłopca z pustkowia. Ten sam maskowany strach. Schowany pod tarczą odwagi. Coś pękło i pięciolatek zrobił coś czego dorosły Jacek nigdy by nie zrobił. 

  • Tato, boje się – powiedział.
  • Każdy się boi – odpowiedział kojący głos ojca. 

Kolejna warstwa emocji roztopiła się i kolejna łza spłynęła po policzkach śniącego Jacka.

  • Dlaczego ukrywasz, że się boisz? – zapytał ojciec.
  • Chciałem odwdzięczyć się za miłość, którą mnie otaczacie – odpowiedział pięciolatek.
  • Miłość jest bezwarunkowa i nie oczekuje zwrotów. Przekaż ją dalej. Nie udawaj, że nie masz w sobie strachu. Akceptuj emocje i nie zamykaj ich w środku. 

Kolejna warstwa pękła i kolejna łza spłynęła po policzkach śniącego Jacka. 

Ostatnia scena była inna. Nic nie widział. Czuł, że leżał na plecach. Ciemność i dyskomfort. Płacze niemowlaków w około. Coś się krzątało niedaleko. Ciche głosy kobiet. Uczucie, że przed chwilą było ciepło i bezpiecznie. Leżał w czarnej otchłani. Niedawno ktoś przeciął pempowinę. Odciął go od ukochanej matki. Wyrwany z bezpiecznego miejsca. Tutaj było głośno i zimno. Bał się. Nie będąc starszym niż jeden dzień, już stał przed dylematem. Czy okazać strach? Czy grać bohatera? Poprzednie wizje kotłowały się w głowie. „Akceptuj swoje emocje” – dźwięczały słowa ojca. Jacek nigdy nie okazywał, że się boi, jednak tym razem postanowił zrobić inaczej. Rozpłakał się pełnią płuc noworodka. 

„Spokojnie, już jestem” – usłyszał. Kobieta podniosła go z łóżeczka i przytuliła. Znów zrobiło się ciepło i bezpiecznie. Przestał płakać. Obudził się.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s